poniedziałek, 22 września 2014

1. Wyprowadzka i "niespodzianka"

Laura (Środa,4 dni do końca wakacji)
Otworzyłam,a w drzwiach zobaczyłam tego debila.
-Jak tu trafiłeś pomyleńcu?
-To proste,jechałam za wami,kotku.-znów ten jego uwodzicielski uśmiech,pff.
-To spadaj stąd,idioto!
-Nie.
Chciałam zamknąć drzwi,ale przytrzymał je butem,wszedł i przycisnął mnie do ściany.
-Vanessa,pomóż mi! Raaaaatuj.
-Nie pomoże ci,bo rozmawia przez telefon na strychu.
Chciał mnie pocałować,ale szybko przesunęłam głowę w lewo i dał buziaka ścianie.
-O ty!-złapał mnie w talii przysuwając do siebie. Przytuliłam się do niego tylko po ty by zwalić jeden karton i udało mi się. Po sekundzie zbiegła na dół zbulwersowana Van.
-Co ty robisz?! Yy co on tu robi?-krzyczała
-Wpadł tu.
-Wynocha mi stąd.-powiedziała i wypchnęła go za drzwi.
10 minut później przyjechała ciężarówka i zabrała nasze kartony. Za 2 dni dojadą do naszej posiadłości. Wzięłyśmy walizki z ubraniami,pieniędzmi i resztą najpotrzebniejszych rzeczy,ostatni raz spojrzałyśmy na miejsce w którym się wychowałyśmy i taksówką ruszyłyśmy na lotnisko. Godzinę później była odprawa. Szłyśmy w stronę samolotu. W pewnej chwili zobaczyłam w oddali Ross'a. Nie chciałam na niego wpaść więc musiałyśmy się skradać i o mało nie spóźniłyśmy się.
Kiedy w końcu usiadłyśmy w fotelach,zapięłyśmy pasy i po chwili włożyłam słuchawki na uszy i odpłynęłam.
Obudziłam się 10 minut przed lądowaniem. Wylądowałyśmy o 22:00 w nocy. Potem wzięłyśmy swoje walizki,wsiadłyśmy do taksówki i dojechałyśmy do naszego nowego domku. Otworzyłam drzwi i wpadłam do budynku jak torpeda. Po 15 minutach znalazłam swój pokój. Wygląda tak:

    


Choć byłam zmęczona podróżą,postanowiłam się rozpakować.skończyłam o 00:25 i położyłam się spać.

Czwartek:
Obudziła mnie Van o 11 rano krzykiem:
-Laura! Wstawaj! O 13 idziemy przywitać nowych sąsiadów!
-Uuum,jeszcze 5 minut.
-Żadnych 5 minut,rusz dupę.
-Ook.
Wstałam i poszłam do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Wzięłam prysznic,rozczesałam włosy pozostawiając je rozpuszczone,zrobiłam lekki makijaż,ubrałam takie ciuchy (oprócz butów):


 i zeszłam na dół zjeść śniadanie przygotowane przez starszą siostrę. Van zrobiła tosty z serem,mniam.
Wybiła 12:50. Ubrałam swoje ulubione trampki i wyszłyśmy.Weszłyśmy na ogród domu obok i zadzwoniłyśmy dzwonkiem. Po chwili drzwi otworzyła nam Rydel.
-Rydel?!-krzyknęłam zdziwiona-co ty tutaj robisz?
-Mieszkam?
-Aoom.Ok.
-Wejdźcie.
-Ja muuszę wrócić do domu,bo..zapomniałam telefonu.
-Ja wzięłam twój telefon. - oznajmiła Vanessa z głupim uśmiechem na twarzy.-A teraz wchodź!-i wepchnęła mnie do środka.
Van i Rydel usiadły na kanapie w salonie,a ja stanęłam w drzwiach i słuchałam o czym rozmawiają. Po kilku minutach ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił o 180 stopni. Byłam zdezorientowana i dopiero po chwili zobaczyłam przed sobą Ross'a.
-Oo,to ty kotku.-wyszczerzył zęby-pierwsze każesz mi zostawić cię w spokoju i wyrzucasz z domu,a teraz to ty mnie śledziłaś.
-Nie mam nic ciekawszego do roboty tylko śledzić takiego idiotę jak ciebie. Hahahahahahahahahahahahah-nie mogłam wytrzymać.
-Masz fajny śmiech.
-Spierdalaj!- krzyknęłam i weszłam do pokoju do dziewczyn i usiadłam obok siostry,a on przylazł za mną i usiadł obok mnie.
-Idźcie na górę,my tu rozmawiamy.-powiedziała Rydel.
-Właśnie Ross,weź Laurę do siebie.- dodała Van.
-Chodź Laura.-powiedział blondyn z durnowatym uśmiechem.
-Swędzi cię coś?
-I to jak. Haha. -odpowiedział i wziął mnie na ręce.
-Aaaaaa! Odwal się ode mnie! Idioto! Słyszysz?
-Nie głuchy jestem.
Wszedł ze mną po schodach,kopnął z całej siły drzwi,które się powoli otworzyły i wniósł mnie do środka.
-O matko ale tutaj bałagan.
-Nie przesadzaj,skarbie.-znów na jego ustach pojawił się ten idiotyczny,uwodzicielski uśmiech.
-Nie mów tak do mnie!
-OK,kotku.
-I tak też nie!
-No dobra myszko.
-Posrało cię?
-Nie,czemu?
-Przestań!!!
-Już przestałem tygrysku.
-Czy da się to jakoś wyłączyć?
-Co?
-Ten twój durny uśmiech i ogólnie ciebie!
-Nie posiadam takiego czegoś jak wyłącznik. ;-)
-Szkoda,bardzo szkoda.
Podeszłam do okna. Świeże powietrze i te widoki pięknych gór. Pójdę tam kiedyś,na pewno. Z moich rozmyślań wyciągnęły mnie oplatające się ręce wokół moich bioder.
-Spadaj debilu! Odwal się idioto! Rozumiesz czy,nie? Yyyyy odczep się,bo zaraz ci normalnie..
-Co mi zrobisz?
-Nico.
-Właśnie :)
-Zaraz ci przyładuje,jak ci ten uśmiech nie zniknie z twarzy w 3 sekundy !!!
-Dajesz.-i jeszcze bardziej wyszczerzył zęby.
Zamachnęłam się by przywalić mu z liścia,lecz złapał moją dłoń i zacisnął w swojej.
-OK,czyli tak się bawimy. Niech ci będzie.-wziął mnie na ręce i położył na łóżku po czym zawisnął nade mną. Zaczął całować mnie po szyi.
-Rooooss! Przestań! Przepraszam! Przestań!-spanikowałam.
Van i Rydel wpadły do pokoju.
-Ross zostaw ją!-rozkazała Rydel.
-Nie Ross,nie musisz. -puściła mu oczko,zabrała Rydel i wyszły. Jak mogły!
-No Ross proszę,nie chcę użyć wobec ciebie przemocy.
-Trochę za późno.-gdy to powiedział kopnęłam go w miejsce gdzie słońce nie dochodzi,zwaliłam go z łóżka i wybiegłam z jego domu.
Usiadłam na sofie i włączyłam TV by zapomnieć o tym co mogło się przed kilkoma minutami wydarzyć.
Za jakieś pół godziny wpadła Van do domu krzycząc,że śpimy dzisiaj u sąsiadów.
Co ona chce żebym wykorkowała? Coś czuję,że to będzie najdłuższa noc w moim życiu.
Wyłączyłam telewizor i udałam się do swojego pokoju. Wzięłam jakąś książkę z półki pt. "SMS zza światów",usiałam na kanapie i pogrążyłam się w lekturze. Czytałam 31 stronę lecz przerwała mi siostra wpadając do mojego pokoju.
-Laura,zaraz wychodzimy! Jeszcze się nie spakowałaś?
-No nie,ja tam nie chcę iść. Wolę zostać sama w domu.
-Nie,nie zostawię cię tu samej. I nie przesadzaj. Pakuj się.
Wstałam,wybrałam 2 bluzki,krótkie spodenki,spodnie i piżamę. Włożyłam ubrania do torby i zeszłam na dół. Po chwili przyszła Ness i wyszłyśmy. Weszłyśmy do domu Lynchów i usiadłyśmy w salonie.
Po kilku minutachVanessa wstała i udała się na górę. Niech nie woła Ross'a. Matko straciłam siostrę! Ja wiem,że ona coś knuje. Zaczęłam skradać się na górę. Zaglądnęłam do pokoju Rydel,Rocki'ego,Ell'a,Ryland'a, a na końcu uchyliłam delikatnie drzwi pokoju Ross'a,zerknęłam lecz Nessy tam nie było. Zobaczyłam,że chłopak odwrócił głowę w stronę drzwi,wiec szybko je zamknęłam i przypomniałam sobie o pokoju Riker'a. Te drzwi też powoli uchyliłam i co zobaczyłam?

sobota, 12 lipca 2014

Prolog

Vanessa
Postanowiłam,że sprzedamy dom rodzinny i wyprowadzimy się na drugi koniec kraju. Znalazłam bardzo ładny domek w L.A (Los Angeles).


-Van,gdzie zapodziałaś moją walizkę?-krzyknęła Laura.
-W garderobie!
-Oo musiałam jej nie zauważyć.
-Lau,pośpiesz się. Jedziemy teraz coś zjeść na miasto,a później zabieramy kartony i walizki i wyjeżdżamy.
-Już skończyłam.

Laura
-Rusz się Vanessa! Czekam na ciebie już z 10 minut,a dopiero ci się śpieszyło.
-Właśnie skończyłam.
Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do taksówki. Wysiadłyśmy 5 minut później pod supermarketem. Ja usiadłam na ławce,a moja siostra poszła na zakupy. Po kilku minutach podbiegła do mnie jakaś spanikowana blondyna.
-Hej. Jestem Rydel. Wiesz może gdzie jest Blue Stage?
-Umm. Nie wiem,ale zaczekaj moja siostra za chwile powinna wyjść ze sklepu. Może ona wie.
-OK. Jak się nazywasz?
-Laura Marano.
-Ile masz lat?
-17 a ty?
-22.
-O Van już idzie.
-Czemu ty rozmawiasz z Rydel?-zaczęła pytać moja siostra.
-Nie wiesz może gdzie jest Blue Stage?-zapytałam siostrę.
-Nazwę kojarzę,ale nie wiem gdzie jest.
-Ooo,słyszycie?!-krzyknęła uśmiechnięta Rydel.
-Yyy,co mamy słyszeć?-zapytałyśmy równocześnie z Van.
-Muzyyykę!
-Tak słyszymy.
-Chodźcie.
Ruszyłyśmy za Rydel. Doprowadziła nas do stacji metra.
-Tutaj jesteście!- krzyczała uśmiechnięta blondynka -szukałam was.
-My ciebie też.-oznajmił jakiś chłopak.
-Riker,a co wy w ogóle odstawiacie?
-Bo Ellington i Rocky wydali wszystkie pieniądze. I musimy zarobić.
-Rocky do gitary,Ell do grzechotek.-rozkazała Delly-Ross nie umiałeś gitary nastroić?
-To Rocky się nią bawił!- krzyczał blondyn.
Podeszłam do niego wyrwałam mu instrument,przyciągłam  jedną strunę i oddałam chłopakowi.
-Trudne? - zapytałam.
-Sam bym sobie poradził.-mówił z uwodzicielskim uśmiechem.
-Jakoś na to nie wyglądało.
-Laura idziesz?-wtrąciła się Ness,a ja popchnęłam ją na Riker'a. Wpadła mu prosto w ramiona. UPS :).
Odwróciłam się z powrotem do..chyba Ross'a. Dalej tak na mnie patrzył.
-Przestaniesz w końcu?-krzyknęłam poirytowana.
-Ale co?
-Gapić się na mnie!
-Od ciebie to oczu oderwać nie mogę.-wyszeptał.
-Yyyy,Vanessa idziemy stąd!-gdy to powiedziałam,chłopak wstał mówiąc:
-Dasz mi swój numer?
-Nie!
-Adres email?
-Nie!
-Adres zamieszkania?
-Chyba cie coś swędzi!
-Żebyś wiedziała.
-Spadaj.-zaczęłam iść lecz on szedł za mną.Wzięłam siostrę pod rękę i wrzuciłam do najbliższej taksówki.
Wysiadłyśmy pod domem. Kończyłyśmy zaklejać i podpisywać pudełka.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam,a w drzwiach zobaczyłam...